Nie słucham fryzjera

Każda z nas przynajmniej raz w życiu odwiedziła fryzjera. Bo przecież obciąż, pofarbować czy wystylizować włosy na wielką galę samemu jest o wiele trudniej, a profesjonalista obiecuje cuda. Przecież po to powstał sam zawód fryzjera, żeby nasze włosy też miały swojego prywatnego 'lekarza'. Ja jednak zaczynam utwierdzać się w przekonaniu, że do tego zawodu jest potrzebne nie mniejsze powołanie jak do bycia pediatrą. A przez kilku niedolnych fryzjerów powoli zrażam się do całej ich rzeszy. No i właśnie, tytułowe nie słuchanie się fryzjerów to temat na dziś.
Po pierwsze - fryzjer dobierze Ci idealną fryzurę. Tak jak słucham się lekarzy powinnam też uważać na to, co radzi mi fryzjer, prawda? Sęk w tym, że nie zawsze. Wielokrotnie już słyszałam, że to, że tamto powinnam zrobić. A nie robię. Bo to ja znam swoje włosy i w czym czuję się dobrze, a co mi kompletnie nie pasuje. Pamiętam, jak kiedyś zapragnęłam ściąć swoje długie włosy do długości mniej więcej boba. Ścięłam, a jakże. Włosy ułożone na dwóch okrągłych szczotkach, z użyciem suszarki, lakieru wyglądały całkiem ok. A potem przestały. Bo ja nie lubię ich stylizować i nie mam trzech rąk. Nie lubię sterczeć przed lustrem z suszarką, a już absolutnie nie cierpię okrągłych szczotek. Nie wiem jak u Was, ale ja za każdym przesunięciem takiej szczotki wręcz wyobrażam sobie jak te biedne kosmyki są ciągane na siłę. Brr! A odkąd urosły mi niemal do pasa stylizacja ich na okrągłej szczotce mija się z celem, bo efekt jest żaden. I mija bardzo szybko. Ten podpunkt mogę rozwinąć do rozmiaru książki, ale jednak podzielę go na kolejny...
Drugi - fryzjer zna idealną długość. W to w życiu nie uwierzę. Kocham mój płaszcz włosów, który sięga daleko poza linię podbródka. A będąc w profesjonalnym i niebotycznie drogim salonie fryzjerskim, gdzie zestrzyżenie centymetra włosów z męskiej głowy wyceniane jest na 60 zł (która siedziała obok mnie i doskonale widziałam całą akcję) byłam do znudzenia pouczana, że powinnam/muszę skrócić je co najmniej do ramion. Dlaczego? Bo tak. Bo są za długie - niby dla kogo, skoro są moje? Bo są za ciężkie przez swoją długość - i co w tym złego, skoro do takiej właśnie je hodowałam? Bo są przyklapnięte - owszem, ale nawet krótkie są takie. Bo nie pasują do twarzy - patrz punkt 1, bo zdjęć z tamtego okresu najchętniej bym nie oglądała. Można doradzić, ale raz, a nie trzydzieści. Blech.
Trzeci argument brzmi 'fryzjerzy mają miarę w oczach'. Zatem na pewno odmierzą te dwa czy trzy centymetry, o obcięcie których prosiłam. Jasne... Niektórzy tak, są do tego zdolni. Ale często mam wrażenie, że fryzjer jedynie potakuje, gdy proszę o delikatne skrócenie, a i tak zrobi czystkę do ramion. Dlatego też bardzo doceniam tych, którzy są szczerzy i pokazują na włosach, ile zetną. Fryzjerkę do której aktualnie chodzę lubię za to, że potrafi mi powiedzieć, że powinnam zdecydować się na co najmniej dwa razy więcej. Wypada poinformować, a co klient zrobi z tą wiedzą, to już jego sprawa i włosy. 
Czwarte, które pokutuje w większości salonów - fryzjer nie potrafi rozczesać włosów. Jak trafię na takiego, który będzie traktował włosy delikatnie to okrzyknę go swoim fryzjerskim Graalem. I znów polecę stereotypem, który spotykam w większości miejsc - fryzjerzy szarpią włosy, jakby to była peruka czy głowa lalki. Ja rozumiem, że czesząc i myjąc tyle głów dziennie można wpaść w rutynę, ale znieczulicy nie znoszę. Zawsze proszę o bycie delikatnym i zaprzestanie traktowania mnie jak manekina, ale rzadko daje to jakiś efekt. Dlatego też nienawidzę układania włosów, bo natapirowanie wspólnie z późniejszym rozczesywaniem świeżo stworzonego kołtuna to dla mnie za wiele. 
Piąte nie dotyczy wszystkich, ale łączy się z czwartym - plątanie włosów przy myciu/czesaniu/suszeniu. Albo to moje włosy są kompletnie upośledzone w tym względzie albo wina leży po stronie wykonawcy. Na przykładzie kilkudziesięciu centymetrów włosia czystym barbarzyństwem jest umycie go w małej umywaleczce i splątanie do poziomu kołtun. Plus lanie gorącej wody, bo tylko taka dobrze umyje. Suszenie i rozrzucanie włosów na różne strony,a później czesanie różnych partii i ponowne plątanie. I te bezcenne komentarze 'Pani włosy to się lubią tak kołtunić, co?'. Nie, przy moim myciu aż tak nie lubią. 
Ostatni punkt, czyli kosmetyki. Kosmetyki używane w salonach profesjonalnych nie odbudują nam włosa w pięć minut, ale sprawią, że będzie on wizualnie lepszy, gładszy i grubszy. Ale po pierwszym myciu efekt minie, a ja nie lubię stosować mocno silikonowych produktów. Dlatego też uwielbiam zachwalanie prosuktór firmy X, której plakaty i wystawki są w całym salonie. A której składy mnie absolutnie nie przekonują. A jednocześnie nie używają kosmetyków do termoochrony. Być może do prostowania włosów już tak, ale ja jeszcze nie spotkałam się z sytuacją, gdy fryzjer użył na mnie mgiełki przed suszeniem czy robieniem fal. A przecież w ofercie takowe mają. 
Wiem, że długo, ale niestety. Gdybym tylko potrafiła sama sobie ścinać końcówki nie byłoby na pewno tego wpisu, ale przez tych kilka dobrych lat nazbierałam mnóstwo obserwacji i jedynie kilka z nich opisałam powyżej. Teraz jestem już nauczona, że do fryzjera nie idę na mycie (pomijając ostatni wypadek w lipcu, gdzie to była wręcz masakra), za to przed wizytą dokładnie rozczesuję włosy i nakładam na całą długość silikonowe serum. Najchętniej jeszcze dzień przed wizytą myję włosy nakładając na nie silikonową odżywkę. Początkowo mój chłopak śmiał się, że wybieram się na wojnę, ale po wizycie w renomowanym salonie zmienił zdanie, gdy zobaczył, jak pani fryzjerka wręcz szarpała te moje biedne włoski. Tylko smutne, że na obraz całej tej grupy, jaką są fryzjerzy zarabiają też tacy rzemieślnicy. 
A jak Wasze przeżycia na fryzjerskim fotelu? Może macie więcej szczęścia ode mnie i takie traumatyczne wspomnienia to jedynie opowiastki znajomych. Tego Wam życzę :)


Komentarze

  1. Ja mam zaufaną koleżankę fryzjerkę i ona dobrze wie, co mi się podoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś naiwnie myślałam, ze podciąć włosy to każdy fryzjer potrafi. Kiedyś też słuchałam ich rad. W efekcie czego szłam do jakiegoś osiedlowego fryzjera i dawałam się Pani ostrzyc na jedyny sposób jaki tylko potrafiła (coś jakby nie gorąca 40stka:P)
    Od roku chodzę do na prawdę dobrego fryzjera, którego ubóstwiam - Hair Factory w Szczecinie! Polecam, za każdym razem świetnie dobrali mi fryzurę i kolor, a biorąc pod uwagę ile komplementów zebrałam to musi być prawa :)

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie zazwyczaj bez przygód;)
    Ps. życzę nowej chęci o bloga:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie jest najgorzej ale często wychodzę niezadowolona od fryzjera. W Tym raz, jakieś 10 lat temu po obcięciu płakałam przez kilka godzin :/

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Nie lubię reklam, ale komentarze i konstruktywną krytykę chętnie przyjmuję :)

Popularne posty z tego bloga

Kosmetyczne pamiątki z Litwy

Drogeria Ezebra - warto! Trochę dziecinne zakupy na Dzień dziecka :)

Blistex Raspberry lemonade blast - recenzja