Kosmetyczne pamiątki z Litwy

Labas rytas :)
W styczniu odwiedziłam stolicę Litwy, przepiękne Wilno. Co prawda wycieczka była krótka, ale udana, przemaszerowana i owocna w cudowne chwile. Spędziliśmy tam tylko trzy dni, ale mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tam wrócę. Wyobraźcie sobie, że przez weekend przeszliśmy niemal całe miasto wzdłuż i wszerz, nabijając ponad 40 kilometrów. Piechotą. Podziwiając przepiękne zabytki, odwiedzając więcej kościołów i cerkwi niż przez cały rok. Także próbując lokalnych przysmaków i świetnie dogadując się w sklepikach. Nie mogłam odpuścić takiej okazji i musiałam odwiedzić tamtejsze drogerie :)
Gazetkę Drogasa i Eurokosa sprawdziłam jeszcze przed wyjazdem. Poszukałam także blogów litewskich i rosyjskich - tu polecam Wam świetnego bloga przepięknej Aliony. Przejrzałam go z pomocą translatorów, go jednak litewskich jest trudnym językiem. Ale i sama Aliona odpowiedziała mi na wiadomości, więc byłam już bogata w pewną wiedzę. Od tego roku na Litwie obowiązującą walutą jest euro, więc zaopatrzyłam się w kolorowe papierki i pełna nadziei i podekscytowania ruszyłam na zwiedzanie przybytków kosmetycznych. Obie te drogerie można znaleźć niemal wszędzie, w obu ceny się różnią w zależności od produktu. Jednak i tak kosmetyki rosyjskie były tam o wiele tańsze niż w polskich sklepach internetowych, o stacjonarnych punktach nawet nie wspominając. Jednak zdrowy rozsądek zwyciężył i nie przywiozłam do domu samych tylko kosmetyków. Litwa ma o wiele więcej do zaoferowania, także w kwestii pamiątek. Być może przy następnym wypadzie zbiorę to w listę, bo sama szukałam ciekawych i litewskich propozycji na pamiątki i podarki dla bliskich :)
Zatem przejdźmy do tego, co ze mną wróciło. Z większością już się zapoznałam i mam pewne zdanie :) Część jednak wciąż zasila moje zapasy.
Czarna glinka do mycia ciała i włosów Planeta Organica - wulkaniczna czarna glina, pachnąca dosyć interesująco, ni to błotem, ni miętą. Wciąż czeka na swoją kolej, nim wykończę mydła. Cena konkurencyjna do cen w Polsce, bo ok 9 euro.
Balsam do włosów Margarita - o tej firmie nigdy w Polsce nie słyszałam, a na Litwie jest ona dosyć popularna i tania. Dlatego też postanowiłam spróbować  na pierwszy ogień przygarnęłam balsam do włosów z drożdżami piwnymi. Zawiera witaminy w grupy B, proteiny, aminokwasy, co wygładza powierzchnię włosów i wzmacnia cebulki. Wygodna tubka na zatrzask, pełnego zdania jeszcze sobie nie wyrobiłam. Koszt to mniej niż 1,5 euro. Wtedy akurat natrafiliśmy chyba na promocję.
Balsam do włosów B&V - kolejna nieznana firma, tym razem białoruska. Balsam zabezpiecza włosy, ułatwia rozczesywanie, przewraca włosów gładkość, elastyczność i zdrowy blask. Zawiera ekstrakt z korzenia żeńszenia, który w składzie jest już za zapachem, ale do wypróbowania się nadaje. Słoik słusznej pojemności 450 ml także kosztował niecałe 2 euro. Co najlepsze pod zakrętką jest dodatkowo zabezpieczony sreberkiem, więc mamy pewność, że jest świeży.

Krem do twarzy 35-50 - a tak. Ma za zadanie przedłużyć młodość, stymulować komórki skóry do pracy i produkcji kolagenu. Cud, miód i orzeszki. Krem jest delikatny, szybko się wchłania i świetnie sprawdza pod makijaż. Za 1,5 euro żal było nie brać. Wybór wersji był podyktowany chwilowym widzimisiem.

Pasty do zębów - koszt 1 euro za sztukę, więc zrobiłam zapasy. Borówkowa już zajmuje miejsce w łazience, a propolisowa czeka na swoja kolej. Oczyszcza, ale nie mocno. Intensywny posmak mięty nie trwa długo i jeśli chodzi o świeżość to mogłoby być lepiej. Niemniej zawsze chciałam je wypróbować :)

Szampon do włosów wzmacniający Baikal herbals - bo przy tylu maskach to i szampon potrzebny. bez parabenów i SLS, delikatny. Denerwuje mnie jedynie ogromny otwór, przez który często wylewa się za dużo produktu. Kosztował mniej niż 2 euro.

Maska do włosów  - ostatnia już, bo i tak wiedziałam, że kupiłam za dużo. Co prawda zastanawiałam się nad maską drożdżową, ale ostatecznie postawiłam jednak na tą. Maska z żółtkiem jajka, olejem łopianowym i ekstraktem z cebuli ma powstrzymywać wypadanie włosów. Wygodna tubka, zapakowana w kartonik z ulotką. Uwielbiam te ulotki. Na tej akurat są przepisy na katar, krem do paznokci, wypadanie włosów czy krem oczyszczający.

Tak, to same produkty do pielęgnacji. Nie kupiłam żadnego żelu pod prysznic czy masła do ciała, oprócz glinki. Chciałam wypróbować coś nowego. Nie kupiłam nic z kolorówki, chociaż mocno nastawiałam się na mineralny podkład z bursztynem od Uogauoga. Jednak skapitulowałam z tchórzostwa, bo mineralnego podkładu jeszcze nigdy nie miałam i bałam się, że źle go sobie wybiorę. Co prawda przy wysepkach firmy były pomocne konsultantki, jednak nie wszystkie znały rosyjski. Z kolei ja jeszcze nie znam litewskiego na tyle, żeby się móc swobodnie porozumiewać Niemniej jednak jestem usatysfakcjonowana swoimi zagranicznymi łupami. Samo zwiedzanie, rozglądanie się po regałach pełnych nieznanych mi marek było ciekawe. Wiem, że nie wszyscy przepadają za rosyjskimi kosmetykami, ale osobiście zawsze odwiedzając nowy kraj muszę spróbować lokalnych przysmaków, popatrzeć chociaż na gazety oraz sprawdzić, co dobrego oferują drogerie. W tym przypadku Litwa ma wiele do zaoferowania.
A samo Wilno jak najbardziej Wam polecam. Warto wyskoczyć tam choć na weekend, zobaczyć panoramę miasta, przejechać się trolejbusem (mi się to udało po raz pierwszy w życiu) czy najeść pierożków popijanych ziołowymi nalewkami :)

Komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Tak, jestem z nich bardzo zadowolona :)

      Usuń
  2. Omamo ten krem Babuszki taki tani? U nas 20złoty :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, na niektórych produktach jest niesamowita przebitka cen :(

      Usuń
  3. Z Baikal Herbals miałam balsam do włosów i miło go wspominam :) Jestem ciekawa pasty do zębów ;) Jak na razie używam tych z Himalaya Herbals i jestem z nich bardzo zadowolona ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Himalayę tez miałam i lubiłam. Ale wiadomo, ciekawość nowości zwyciężyła i musiałam też te wypróbować :)

      Usuń
  4. Bardzo fajne pamiątki sobie przywiozłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Łupy faktycznie fajne, o niektórych pierwszy raz w życiu słyszę :D

    OdpowiedzUsuń
  6. tylko pozazdrościć takich pamiątek :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem ciekawa tego balsamu do włosów ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Chciałam wypróbować te pasty do zębów ciekawa jestem czy by się u Mnie sprawdziły.Fajne zakupy :)
    Dziękuję za odwiedziny i pozostawienia komentarza.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Nie lubię reklam, ale komentarze i konstruktywną krytykę chętnie przyjmuję :)

Popularne posty z tego bloga

Drogeria Ezebra - warto! Trochę dziecinne zakupy na Dzień dziecka :)

Blistex Raspberry lemonade blast - recenzja