Bo zawsze chciałam być Arielką

Z racji zbliżającej się wiosny poczułam ochotę na jakąś zmianę. I praktycznie z niczego wymyśliło mi się ombre. Jednak im więcej o nim myślałam, im więcej zdjęć obejrzałam tym większe miałam obawy. Bardzo sceptycznie podchodzę do rozjaśniania włosów. Owszem, u kogoś może to nie działa tak destrukcyjnie na kosmyki, ale jednak wizja spalenia sobie końcówek nie bardzo mnie nęciła. A przecież z ciemnego brązu nie tak łatwo wyciągnąć naturalny kolor. Praktycznie zarzuciłam już ten pomysł, mimo zakupionego rozjaśniacza (wybrałam pierwszy lepszy z półki, bo i tak się na nich nie znam), kiedy naszło mnie na coś jeszcze odważniejszego - kolorowe ombre! I to już mnie kupiło na amen. Internety pełne są zdjęć przepięknych kombinacji kolorów, mocnych czerwieni, delikatnych pasteli czy wręcz neonowych włosów. Cudowne. I tak kuszące, że nawet rozjaśnianie już nie wyglądało tak strasznie. Pozostał jednak wybór farby.
Włosy farbowałam w życiu dwa razy. Pierwszy to były jaśniejsze pasemka w szalonej ilości sztuk czterech, o których najchętniej bym zapomniała. A za drugim razem próba rudawej szamponetki, która na moich włosach nie pozostawiła ani koloru, ani nawet rudych refleksów. Ale rudości wciąż niesamowicie mi się podobają. Ale jak mieć ogień na głowie, skoro wszystkie sklepowe farby to najwyżej lisia kitka? Padło na zamówienie farby przez internet. Kredy do włosów od razu odpadły. Później rozważałam farby Elumen. Jednak cena zestawu i czas oczekiwania na przesyłkę zniechęciły mnie, a to była potrzeba natychmiastowa. I tak trafiłam na pianki koloryzujące Venita. Łatwo dostępne, tanie, wygodne w użyciu i w całkiem sporej gamie kolorystycznej wydawały się być idealne. Potuptałam grzecznie do Natury, gdzie można je właśnie spotkać i tam pomedytowałam nad wyborem koloru.


Jednak jak w tytule - zawsze chciałam być Arielką. Disney uczy nie tylko jak być księżniczką, ale też wciska w młode umysły, że najlepiej jest mieć czerwone włosy. Mój to zakodował na wiele lat i teraz pomysł znowu wypłynął. Dlatego też do koszyka trafiła Jasna Czerwień, a niecałą godzinę później już siedziałam z wypacianymi końcówkami i niesamowitym zacieszem na ryjku. Tak, odpuściłam sobie rozjaśnianie ciemnych włosów. Dlaczego? Bo pianki bardzo łatwo i szybko wnikają we włosy i zostawiają kolor. Oczywiście nie jest tak intensywny, jaki mógłby powstać po nałożeniu na włosy blond bądź rozjaśniane, ale dla mnie był satysfakcjonujący. Nakładałam piankę palcami, starając się trzymać mniej więcej ostatnich dziesięciu centymetrów włosa, niekiedy troszkę mniej, a czasem pokrywałam pianką pasma odrobinę wyżej. Zależało mi, by efekt nie wyglądał jak spod linijki, ale właśnie był nieregularny, z pazurkami. Efektu ombre nie ma żadnego, bo też przejście z brązu do czerwieni ciężko było kontrolować, a pianki są mocno napigmentowane. Próbowałam nakładać najwięcej produktu na najniższe partie, trzymając je dłużej, a dopiero potem dokładać farby wyżej, ale patrząc po zdjęciach niezbyt mi się udało. Notatka na przyszłość - lepiej farbować włosy z kimś, nie samemu. Kolor na włosach trzymałam ponad 20 minut, po czym spłukałam letnią wodą.

Co do samego produktu to jestem zachwycona. Pianka świeżo wyciśnięta z opakowania ma bardzo intensywny kolor, brudzi wszystko (ale z ubrań spiera się zaskakująco dobrze - odzyskałam białą koszulkę użytą jako fartuszek) dookoła. Potrafi mocno wniknąć pod paznokcie, więc użycie rękawiczek jest tu konieczne. Także spłukiwanie farby z włosów to okazja do sprawdzenia jak łatwo nasza wanna łapie kolor i jak szybko potrafimy ją doszorować. Pianka dozuje się łatwo, nic się nie zacina. 
 Tutaj włosy po całodniowym warkoczu, rozczesane, ale wciąż odkształcone. Zdjęcie z lampą. Kolor po dwóch myciach głowy wciąż dosyć intensywny. Końcówki z lewej strony zagięły się pod spód, ale są równej długości :)

Efekt po dwóch tygodniach od farbowania, około ośmiu myciach. Wciąż widoczny, ale stracił na wyrazistości. Zdjęcie bez lampy, włosy spuszone.
Mój naturalny kolor włosów to ciemny brąz, pianka zafundowała mi nie jasną czerwień, ale żywe bordo na końcach. Jestem niesamowicie zadowolona, że złapała włosy nierozjaśniane. Trzyma się na włosach długo, u mnie trwało to dobry miesiąc, po czym powtórzyłam aplikację. Wypłukiwanie pigmentu jest stopniowe, ale jeszcze dwa pierwsze mycia włosów mocno kolorują wodę na czerwono, później to już lekki róż, bezpieczny dla łazienki.
Także kondycja włosów się jakoś znacznie nie pogorszyła. Nie zauważyłam przesuszu gorszego niż był, ale farbowałam końcówki kwalifikujące się już do ścięcia. Powtórna aplikacja pianki na już obcięte kosmyki także nie zrobiła im nic złego. Nadal są miękkie i błyszczące.
Jednym słowem - polecam. Jeśli macie ochotę na coś szalonego i nie boicie się :)

Komentarze

  1. Ojej, mi się nie podoba. Efekt trochę od linijki, takiej krzywej. Lepiej, gdybys większa partię pofarbowala i trzymała dłużej w farbie koncowki. W senie dokladala farbę do góry :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie próbowałam, ale to nie rozjaśniacz. Może wtedy byłoby łatwiej zrobić stopniowe przejście koloru.

      Usuń
  2. Ja się boje:D jeszcze nigdy nie farbowałam włosów, choć miałam kiedyś wiśniową szamponetkę, ale to było chyab z 10 lat temu;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba każdy kiedyś musiał spróbować szamponetki :)

      Usuń
  3. Na moich włosach chyba średnio by to wyglądało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na moich nie każdemu się podoba, ale na całe szczęście to tylko końcówki. Z czasem kolor i tak blaknie coraz bardziej :)

      Usuń
  4. Nawet złapał kolorek :) Ja używałam ok. 3 miesiące na rozjaśnione końcówki i efekt był mocny, ale aplikowałam co tydzień :) Pianka nie zrobiła krzywdy włosom i mimo tego, że dużo jej nakładałam na raz, była wydajna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za pierwszym razem chciałam sprawdzić jak długo kolor się utrzyma, ale chyba też postawię na częstsze używanie pianki. Zwłaszcza, że w takim tempie nie zdążę się zużyć :)

      Usuń
  5. Farbowałam się ową pianką- bardzo fajny efekt:) czerwona pozostała moim faworytem, ale nie polecam "złotego oranżu" czy coś w tym stylu- miałam zielone włosy...:) fajne, aby szybko zmienić coś w swoim wygladzie, niekoniecznie na stałe:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Nie lubię reklam, ale komentarze i konstruktywną krytykę chętnie przyjmuję :)

Popularne posty z tego bloga

Kosmetyczne pamiątki z Litwy

Drogeria Ezebra - warto! Trochę dziecinne zakupy na Dzień dziecka :)

Blistex Raspberry lemonade blast - recenzja