Posty

Wyświetlanie postów z 2015

Nie słucham fryzjera

Każda z nas przynajmniej raz w życiu odwiedziła fryzjera. Bo przecież obciąż, pofarbować czy wystylizować włosy na wielką galę samemu jest o wiele trudniej, a profesjonalista obiecuje cuda. Przecież po to powstał sam zawód fryzjera, żeby nasze włosy też miały swojego prywatnego 'lekarza'. Ja jednak zaczynam utwierdzać się w przekonaniu, że do tego zawodu jest potrzebne nie mniejsze powołanie jak do bycia pediatrą. A przez kilku niedolnych fryzjerów powoli zrażam się do całej ich rzeszy. No i właśnie, tytułowe nie słuchanie się fryzjerów to temat na dziś. Po pierwsze - fryzjer dobierze Ci idealną fryzurę. Tak jak słucham się lekarzy powinnam też uważać na to, co radzi mi fryzjer, prawda? Sęk w tym, że nie zawsze. Wielokrotnie już słyszałam, że to, że tamto powinnam zrobić. A nie robię. Bo to ja znam swoje włosy i w czym czuję się dobrze, a co mi kompletnie nie pasuje. Pamiętam, jak kiedyś zapragnęłam ściąć swoje długie włosy do długości mniej więcej boba. Ścięłam, a jakże. Wło…

Drogi Mikołaju!

Obraz
Tak! Ha, jestem i wreszcie próbuję przezwyciężyć marazm. Póki co idzie mi to po japońsku, bo jako tako, ale pomału może... Nie przedłużając, witajcie ponownie :) W tym roku postanowiłam zbytnio nie szaleć na święta, ale poświęcić najbliższym swój czas i ofiarować im coś od serca. Dlatego też od kilku tygodni już szukałam prezentów idealnych dla mych bliskich. A w międzyczasie śledziłam blogi i Youtube, żeby wypatrzeć też coś dla siebie. Zatem, Mikołaju, późno, bo późno, ale wierze w Ciebie. 1. Pędzle Hakuro, nr H74 i H76 - w mojej skromnej kolekcji mam już trójeczkę z Hakuro, H85, H77 i H52, ale czuję wciąż niedosyt w kwestii makijażu oczu. Dodatkowo chciałabym porównać białe włosie, bo takim jeszcze buzi nie myziałam
2. Maska z serii Biovax Bambus bądź NaturVital Aloesowa - Aloes spisywał się u mnie bajecznie, jego brat już gorzej. Ale ciekawi mnie nowość Biovaxu, chociaż szampon i reszta jakoś mnie nie kuszą.

3. Kosmetyki Natura Siberica z serii Gzel albo Loves Estonia - od lata z…

Zakupowe plany

Witajcie ponownie :)
Mam nadzieję, że Wasza wiosna jest bardziej wiosenna niż moja. Już w kwietniu zdążyłam widzieć śnieg, deszcz, przepiękne palące słońce jak i grad nawet. Jeśli by mnie kto pytał to zaczynam uważać, że Wiosna jest przekobieca i pokazuje swoje humorki. Ale nie poddajemy się! Na przekór wiośnie to właśnie w kwietniu postanowiłam zabrać się za siebie i to nie tylko pod względem fizycznym, bo w tej kwestii lenistwo zdecydowanie wygrywa. Zatęskniłam jednak za przelewaniem swoich myśli i obserwacji na papier, więc postaram się być częściej wyświetlana na Waszych listach powiadomień.  Marzec był dla mnie miesiącem bardzo zakupowym, ale jak zawsze przy okazji wybierania dojrzałam też inne rzeczy, które chętnie bym u siebie widziała. I o nich dzisiaj krótko, bo za dużo o nieobecnych, a chcianych pisać nie warto. Pierwszy i praktycznie niezbędny jest pędzel do brwi Hakuro H85. Od krótkiego czasu są u mnie jego bracia do podkładu i blendowania, to jest H52 i H77. Nie miałam pę…

Kosmetyczne pamiątki z Litwy

Obraz
Labas rytas :) W styczniu odwiedziłam stolicę Litwy, przepiękne Wilno. Co prawda wycieczka była krótka, ale udana, przemaszerowana i owocna w cudowne chwile. Spędziliśmy tam tylko trzy dni, ale mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tam wrócę. Wyobraźcie sobie, że przez weekend przeszliśmy niemal całe miasto wzdłuż i wszerz, nabijając ponad 40 kilometrów. Piechotą. Podziwiając przepiękne zabytki, odwiedzając więcej kościołów i cerkwi niż przez cały rok. Także próbując lokalnych przysmaków i świetnie dogadując się w sklepikach. Nie mogłam odpuścić takiej okazji i musiałam odwiedzić tamtejsze drogerie :) Gazetkę Drogasa i Eurokosa sprawdziłam jeszcze przed wyjazdem. Poszukałam także blogów litewskich i rosyjskich - tu polecam Wam świetnego bloga przepięknej Aliony. Przejrzałam go z pomocą translatorów, go jednak litewskich jest trudnym językiem. Ale i sama Aliona odpowiedziała mi na wiadomości, więc byłam już bogata w pewną wiedzę. Od tego roku na Litwie obowiązującą walutą jest euro, więc za…

Jak przekonałam się do idei dermokonsultacji firm kosmetycznych?

W marcu zdarzyło się, że odwiedziłam dwa miejsca, gdzie były organizowane dermokonsultacje. Jedno z nich to akcja firmy Vichy, która odwiedzała różne miasta. A druga to cykliczna inicjatywa polskiej marki Sylveco. W ramach postanowień po Dniu Kobiet, gdzie obiecałam sobie, że wreszcie odwiedzę specjalistę od skóry postanowiłam skorzystać z okazji. I generalnie moje wrażenia są pozytywne :) Pierwsze były dermokonsultacje z Vichy, które Białystok odwiedziło w weekend, co poskutkowało niemałym zainteresowaniem. Prawda, że nie stałam długo w kolejce, ale jednak sporo osób się na to skusiło. Widok profesjonalnych pań działał niesamowicie kusząco. Cztery stoiska plus jedna krążąca wokół nich pani z aparatem, której starałam się unikać jak ognia. Też nie lubicie, gdy ktoś robi zdjęcia na jakichś akcjach czy zabawach?  Gdy wreszcie przyszła moja kolej przemiła pani najpierw zrobiła wywiad i rozpoczęła procedurę. Pierwsze - poziom nawilżenia cery. U mnie został sprawdzony na policzku, a przy …

Bo zawsze chciałam być Arielką

Obraz
Z racji zbliżającej się wiosny poczułam ochotę na jakąś zmianę. I praktycznie z niczego wymyśliło mi się ombre. Jednak im więcej o nim myślałam, im więcej zdjęć obejrzałam tym większe miałam obawy. Bardzo sceptycznie podchodzę do rozjaśniania włosów. Owszem, u kogoś może to nie działa tak destrukcyjnie na kosmyki, ale jednak wizja spalenia sobie końcówek nie bardzo mnie nęciła. A przecież z ciemnego brązu nie tak łatwo wyciągnąć naturalny kolor. Praktycznie zarzuciłam już ten pomysł, mimo zakupionego rozjaśniacza (wybrałam pierwszy lepszy z półki, bo i tak się na nich nie znam), kiedy naszło mnie na coś jeszcze odważniejszego - kolorowe ombre! I to już mnie kupiło na amen. Internety pełne są zdjęć przepięknych kombinacji kolorów, mocnych czerwieni, delikatnych pasteli czy wręcz neonowych włosów. Cudowne. I tak kuszące, że nawet rozjaśnianie już nie wyglądało tak strasznie. Pozostał jednak wybór farby. Włosy farbowałam w życiu dwa razy. Pierwszy to były jaśniejsze pasemka w szalonej i…

Ekhem, cześć?

Prawdopodobnie powinnam napisać, że wracam z podkulonym ogonem i na tarczy, bo przez ostatnie pół roku w blogosferze mnie nie było. I to fakt. Nie było, pomimo że wielokrotnie mnie ciągnęło, to jednak wszystko było przeciwko mnie. Tak, dosłownie. Mój ukochany laptop, z którym przeżyłam dobrych kilka lat dosłownie się rozpadł, rozpołowił, a praca na sprzęcie, którego monitor trzeba podtrzymywać, bo trzyma się jedynie na kablach to trochę niekomfortowa sytuacja. Ale nie tylko. Kolejna przeprowadzka i problem z dostawcą internetu na ponad miesiąc. Druga połowa 2014 roku była dla mnie przełomowa z wielu powodów. Spadło na mnie mnóstwo obowiązków, którymi do tej pory zajmował się ktoś inny i cała ta odpowiedzialność po prostu mnie przytłacza. Do tej pory zdołałam się już uporać ze sobą, doskonale wiem, że poradzę sobie ze wszystkim, ale jednak...
Powroty są okropne. Obserwowałam Wasze blogi z ukrycia, nie wysuwając się nawet z cienia, nie komentując, choć doskonale sama wiem, że to komenta…