Zapraszam na... wycieczkę po świecie Yankee Candle! cz.1

Dzisiaj, kochane, gratka dla tych z Was, które już poznały magię zapachów od Yankee Candle. Ja znam je od ponad dziesięciu lat i nadal uwielbiam, chociaż zmieniły się opakowania, doszły nowe zapachy. I chcę Was oprowadzić po sklepie firmowym Yankee Candle, który obejmuje nie tylko świece czy woski, ale całe mnóstwo cudownych rzeczy. Uwierzcie, oczy świecą mi się jak małemu dziecku za każdym razem, gdy tam jestem. Teraz starałam się zrobić zdjęcia praktycznie wszystkiemu, niestety oświetlenie nie w każdej sali jest dobre. Bo właśnie. Cały świat to nie tylko jedna sala z zapchanymi i pachnącymi półkami, o nie. To cały budynek, podzielony na kilka sekcji, a w każdej możemy przenieść się w zupełnie inną bajkę. Jeśli nie wierzycie to zaczynamy od początku i po kolei. Zapnijcie pasy, popcorn w dłoń (bo czymże byłaby taka relacja bez popcornu?) i w drogę! Najlepiej dużo popcornu, bo zrobiłam tyle zdjęć, że relacja będzie podzielona. Wybaczcie, starałam się uchwycić możliwie jak najwięcej, a i opisywania samych zapachów też jest sporo.
Cała firma zaczęła powstawać już w 1969 roku, kiedy Michael Kittredge stworzył swoją pierwszą zapachową świeczkę jako bożonarodzeniowy prezent dla jego mamy. Prezent widocznie był bardzo udany, bo w niedługim czasie miał zamówienie od swoich sąsiadów i znajomych, potem był pierwszy sklep w South Hadley, a od 1983 roku rozrosła się i przeniosła do South Deerfield, skąd i pochodzi moja relacja :) Dopowiem jedynie, że pan Michael sprzedał swoją firmę, a razem z synem założył Kringle Candle. Taka ciekawostka.

Zatem, jesteśmy w South Deerfield, zjeżdżamy z drogi prosto na parking Yankee Candle Village. Na wstępie witają nas kolorowe krowy :)


Ta akurat była nieśmiała


A na wejściu miła pani wita, życzy miłego czasu spędzonego w sklepie i rozdaje nam mapki po całym obiekcie i kupony z promocjami. Tak, dostajemy mapkę, żeby się nie zgubić, co jest naprawdę pomocne :) Proszę, tak o to wygląda. Mały szkic wszystkich zakamarków:

I zium: już od samego progu wita nas właściwie wszystko. Za każdym razem mam wrażenie, że projektanci urządzili tu sobie niezłą zabawę, bo wszystko jest poustawiane zgodnie z jakąś myślą, ale nie brak też i niespodzianek. Chcecie dowodu? Proszę:

To kolejka. Jeżdżąca pod sufitem. Tory ciągną się przez kolejne sale jak serpentyna. Jeżeli spodziewałyście się tego w sklepie ze świecami to postaram się Was jeszcze mocniej zadziwić, obiecuję :) Tutaj akurat relację zaczynamy od punktu trzeciego, czyli jedzonko! Tak, półki są zastawione różnymi pysznościami, stąd też i mnogość zdjęć
Ustawienie na styl country. U wozu nic nie stoi, bo jak widać już było krowy są na wypasie:)

 W beczkach mamy małe paczuszki makaronów w różnych kształtach. Serduszka z ostrym chilli albo łagodniejsze wersje.
Mało było krówek, mało! Mleczarki do kawy proszę bardzo :)


 Szafka z gotowymi mieszankami do pieczenia różnych ciast i nie tylko. Zauroczyły mnie opakowania i króliczek.


I te urocze trzepaczki... Chociaż znając mnie to bym nią groziła każdemu, kto by mi przeszkadzał w gotowaniu :D


Jak przystało na kuchnię - kuchenny zegar. Wiem, na pewno spodziewałyście się zegarów po firmie od świec, na pewno :)
 Syrop klonowy jak widać. Jeden stan dzieli mnie od Kanady, ale i tutaj można znaleźć go w każdym sklepie. Mnie jak zwykle zainteresowały te najładniejsze butelki.
A tutaj też syropy, jeno o ciekawszych smakach. 

 Najbardziej byłam ciekawa smaku słodkiego ziemniaka, ale niestety nie było próbek do degustacji. Za to marmolada z pieczonej dyni była pyszna.

W ramach ciekawostek - nadal nie rozumiem tego szału na kubki w kształcie słoików, ale ten mi się naprawdę spodobał. 
 I nareszcie, pierwsza przesłanka o tym, że to jednak świeczki! Że woski! Czyli mandarin&cranberry i porzucona samotna ściera. I talerze, dzbanki, zaparzacze do herbat i inne kuchenne sprzęty. a wszystko to w pozornym nieładzie, pogrupowane w punktach. Tak, by łatwiej było podejść i przygarnąć coś do koszyczka
 I tu już wejście do kolejnej sali, w której wystrój jest zależny od sezonu. Teraz już zaczyna się halołinowy szał, więc na wejściu wita nas spętana łańcuchami mara. Selfie z marą musiało być, ale oszczędzę go Wam :)

I bum! Halołinowe świeczki! Halołinowe świeczniki! Halołinowe wszystko :)
 Nastrojowo ma być. Czyli pajęczyny, białe niewiadomoco zwisające z sufitu, kandelabry i zatrzęsienie różnych koszmarkowatych stworków, dyń i łańcuchów ze styropianu (no musiałam sprawdzić przecież). Zapachowo również, bo po prawej już widać wejście do świata zapachów a i subtelne nutki już wodzą za nos.

 A i zapomniałam o pająkach. Słodkich, zamszowych czy pluszowych małych posiadaczy wielu odnóży. Ktoś przygarnie zwierzaczka? :)
 Prześwietne pary, zastanawiałam się nawet nad wyborem jednej jako prezentu dla przyszłej panny młodej, ale zwyciężyła poprawność polityczna i fakt, że jednak nie wszyscy lubią tak mroczne klimaty
Wiem, że cały wpis wyszedł bardzo długi, ale ostrzegałam. Spędziłam tam dwie godziny, a opowiadać lubię :)

Komentarze

  1. No nie wierzę, że przygotowałaś taki post, na początku myslałam, że będzie o świeczkach, a tutaj taka niespodzianka!!!! :D WOw wow!!! :D Czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze się, że jednak Cię zaskoczyłam :)

      Usuń
  2. wow! chce wiecej !! majatek bym tam stracila :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja przeczytałam majtki hahahaha

      Usuń
  3. ale cudownie tam wygląda! zazdroszczę widoku :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Aa!! Cudownosci!! Czekam na kolejna czesc! Mnie woski KC nie przekonaly-moze trafilam na kijowe zapachy;( a mandarynke i zurawine kocham!!

    OdpowiedzUsuń
  5. och ile tego tam jest *.*
    wczoraj zamówiłam swoją pierwszą świeczkę z tej firmy i jestem jej mega ciekawa :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Bajeczne miejsce, prosimy o więcej! :)
    Oglądałam niedawno jakiś program o YC i zachwyciły mnie ich sklepy, wystrój, atmosfera, wszystko przemyślane w najdrobniejszym szczególe :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Nie lubię reklam, ale komentarze i konstruktywną krytykę chętnie przyjmuję :)

Popularne posty z tego bloga

Kosmetyczne pamiątki z Litwy

Drogeria Ezebra - warto! Trochę dziecinne zakupy na Dzień dziecka :)

Blistex Raspberry lemonade blast - recenzja