Jak kobieta potrafi zużyć lakier do paznokci w godzinę + minirecenzja


Trafił się Wam kiedyś jakiś lakier-niewypał? Kolor nie ten, konsystencja, za rzadki, za mokry, albo w ogóle nie taki, jaki miał być? Ja już takich przerobiłam kilka, ale to zawsze jest doświadczenie na przyszłość. Dzisiaj mowa o lakierze z Vipery, firmy dosyć znanej ostatnimi czasy. Lakiery Jumpy wypatrzyłam u jednej blogerki, a że cena była niska i wybór wielki to skusiłam się na dwa kolory: śliczny błękit nr 162 i jasny fiolet nr nieznany (dzisiaj go już brak w moich zbiorach). Małe buteleczki miszczące 5,5 ml rzadkiego, kremowego lakieru wyglądają śmiesznie i ciekawie, ale ich zawartość pozostawia wiele do życzenia. Zapłaciłam za nie zawrotne 3,80 zł/lakier, ale i tego było mi szkoda.
Ogółem to uwielbiam lakiery, które dają krycie już po pierwszej warstwie. Nie zawsze mam czas czekać w bezruchu, aż zaschnie kolejna warstwa, więc takie rozwiązanie jest dla mnie najlepsze. W przypadku Jumpy krycie po pierwszej warstwie było połowiczne. Tak, jakby moje paznokcie zamieniły się w niebieskołaciate szczeniaczki. Tu lakier, tu pusto, a tu pół na pół, bo niby lakier jest, a jednak prześwituje. Więc leci druga warstwa, tym razem nakładana już uważniej. I schnie. I schnie. I niby już wyschnie, a rano i tak mogę przodować w temacie 'pokaż, jaki masz wzorek na poduszce'... Na kolejny raz postanowiłam popracować nad pierwszą warstwą i nie mieć już później kłopotu. Guzik, też krycie nie było rewelacyjne. I tak to lakiery wylądowały w kącie i czekały na lepsze czasy, bo ja do nich cierpliwości nie miałam. Gdyby chociaż schły szybciej to byłabym skłonna wybaczyć nawet te słabe krycie.
Aż dzisiaj przyszedł dzień błękitu! Mam nadzieję, że jeszcze nie zgadłyście, co takiego przedstawia pierwsze zdjęcie, bo ja jestem z tych lubiących zaskakiwać i zadawać łamigłówki :) Hmm, zatem zdradzam rąbek tajemnicy...

No tak, nadal nie wiadomo. Ani to jeż, ani ptak, ani samolot, a naszyjnik :) Owszem, zrobiłam naszyjnik. W chwili nudy. Ale po kolei:
najpierw to nałuskałam sporo łupinek po pistacjach. Nic się nie zmarnowało, pistacje uwielbiam i zawsze zostawało mi po nich dużo łupin. Tym razem jednak postanowiłam je jakoś wykorzystać, a że internety pomysłów mają wiele to plan zaraz powstał.
I łupiny zostały oczyszczone, a potem pomalowane tym nieszczęsnym lakierem. Nawet tutaj widać te słabe krycie, a na paznokciach denerwowało jeszcze bardziej. Łupiny dostały dwie porządne warstwy lakier i wolne na całą noc.
Tutaj powiem, że bazą całej konstrukcji jest po prostu kawałek grubego kartonu, wycięty w kształt kolii. Z doklejonymi kółkami dla przeplecenia łańcuszka czy wstążki. Wszystko pochodzi z recyklingu: karton z paczki od kaliny, a kółka to stara bransoletka. Brzegi bazy dla pewności pomalowałam jeszcze lakierem.


Później po prostu nakleiłam pomalowane łupiny na bazę. Najlepiej do tego nadaje się klej do klejenia na gorąco, szybko łapie obie klejone strony i zasycha. Jest tez bezbarwny, więc nie pozostawia zbyt wielu śladów.
I tyle, koniec pracy. Ja jestem zadowolona i planuję, który jeszcze lakier mogłabym tak zużyć.

Komentarze

  1. Cudny naszyjnik skomponowałaś i niezły pomysł z lakierem :) Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, chociaż cała kompozycja powstawała na bieżąco, a i tak pokleiłam sobie palce jak zawsze :)

      Usuń
  2. Ale wymyśliłaś! :D W szoku jestem i nie spodziewałam się takiego efektu końcowego, myślałam, że to kamyczki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, i o to chodziło :D W końcu dziwnie powiedzieć 'a ja noszę na szyi orzechy' :D

      Usuń
  3. Super pomysł! :) Gdybym tylko gdzieś widziała nieprażone i niesolone pistacje jeszcze. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja kochana Mama podtyka mi takie dobroci z troski o moją naukę :)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Czyli jednak się nie wygłupiłam, uff ^^

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. To tylko jeden. Mam jeszcze kilka zapisanych, ale orzechy się skończyły :)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Dziękuję, świadomość, że jednak nie mam spaczonego gustu jest bardzo miła :)

      Usuń
  7. ojej, ale super wymyśliłaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, że nie ja, ale pierwotnej autorki pomysłu chyba już nie znajdę. Podobne pomysły były na zszywce czy innych podobnych serwisach:)

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Dobry recycling nie jest zły, prawda? :D

      Usuń
  9. Jestem pod wrażeniem! Świetny pomysł z tym lakierem i łupinkami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lakier już mnie irytował, bo ileż razy można podchodzić do tego samego, a potem się złościć, że efekt znowu jest... nie taki.

      Usuń

Prześlij komentarz

Nie lubię reklam, ale komentarze i konstruktywną krytykę chętnie przyjmuję :)

Popularne posty z tego bloga

Kosmetyczne pamiątki z Litwy

Drogeria Ezebra - warto! Trochę dziecinne zakupy na Dzień dziecka :)

Blistex Raspberry lemonade blast - recenzja