Drogeria Ezebra - warto! Trochę dziecinne zakupy na Dzień dziecka :)

Znacie te uczucie, gdy czekacie z zamówieniem czegoś w sklepie internetowym na lepsze czasy/wypłatę? Ja tak czekałam, bo obiecałam sobie, że zamówię sobie kilka zabawek dopiero jak pozaliczam kolokwia. Ale w tamten weekend ezebra.pl wymyśliła sobie darmową dostawę, co przyśpieszyło trochę moje zdecydowanie się. Sam wybór kosmetyków nie był prosty, bo szukałam kolorów i opinii, ale w końcu i wreszcie zebrałam się w sobie i kliknęłam! W piątek paczuszka była już u mnie, ale odebrałam ją dopiero dzisiaj (mój listonosz musi mnie kochać, to chyba piąte awizo w ciągu dwóch tygodni), więc na szybko dzielę się swoim zacieszem :)

Wszystko było opakowane w kopertę z folią bąbelkową, słoik z olejem i róż były obleczone w jeszcze jedną warstwę. O, proszę, rozwiązał się worek z dobrociami :) Uznaję to za prezent na Dzień Dziecka dla samej siebie, więc czuję się rozgrzeszona. Zresztą same zobaczycie, że nie wydałam wcale tak dużo. Nawet jak na studencką kieszeń.


Olej kokosowy KTC był na mojej liście już od dawna. Jako ciekawskie dziecię oczywiście musiałam go od razu spróbować i rzeczywiście nie czuć kokosa. Jakoś to przeboleję. Półlitrowy słoik kosztował 12,77 zł.


Płatki do demakijażu oczu Pur to taka zachcianka na wakacje. Nie znalazłam o nich żadnych opinii, więc zaryzykowałam, zwłaszcza, że cena jest kusząca - 2,96 zł za 30 nasączonych płatków. I tyle z pielęgnacji, te zakupy były z góry nastawione na kolorowe szaleństwo :)


 Podwójny róż Manhattan co prawda odbiega od moich wyobrażeń o różu, ale sprawdzi się jako bronzer. W opakowaniu znalazłam jeszcze płaski pędzelek, który od razu odłożyłam na bok. Kolor wydaje się być całkiem dobrze napigmentowany, zatem trzymajcie kciuki, żebym nie zrobiła sobie nim krzywdy :) Za kompakt 9-ciu gram kosmetyku zebra liczy sobie 4,73 zł. To taniej niż na promocji w Rossmannie.  


 Nabłyszczający balsam szminka od NYC prawdopodobnie dołączy do grona często używanych pomadek. Na razie jestem silna i nawet go nie otworzyłam. Jedynie możecie podejrzeć słodkie jabłuszko, podejrzewam, że to właśnie wkład z balsamu. Różowa szminka koloru 355 Applecious Pink kosztowała 3,46 zł i szczerze mówiąc to spodziewam się, że będzie pachnieć jabłkiem. 


 Pomadki w pisaku nigdy nie miałam, więc kosmetyk firmy Astor przyciągnął moją uwagę. Na pierwszy rzut oka wyobrażam już sobie, że moja chrześniaczka na pewno go polubi, bo aplikator to prawdziwy mazak. Uczucie malowania jest śmieszne, ale kolor 151 Blushing rose naprawdę mi odpowiada. To taki delikatny koralowy róż, idealny na co dzień. Dobrze wydane 5,84 zł. Pomadka z drugiej strony posiada balsam, który aplikujemy już po pomalowaniu ust, co je nabłyszcza i nawilża. 

 Matowe pomadki... Mam wrażenie, że jestem jedną z ostatnich osób, które jeszcze ich nie używały, bo wszędzie jest o nich głośno. Ja akurat wybrałam te prosto z Manhattanu, w kolorach 54L i 56K. Oba to chłodne róże, przyjemnie matowe. Jedyne, co mi w nich średnio odpowiada to duża ilość produktu, jaką nabiera aplikator. Każdy kosztował 4,44 zł.


Dwie kredki, brązowa z Astora Khol kajal w kolorze 91 Glam brown i biała 926 White z NYC. Szukałam chłodnego ciemnego brązu do podkreślania brwi i ta kredka nie do końca spełnia te wymagania, ale widocznie mam dziwny kolor brwi. Kredka jest miękka, dobrze sunie po skórze. Biała z kolei będzie czekała na swoją kolej :) Kosztowały odpowiednio 2,86 i 1,77 zł. Pytania o czarą skuwkę do brązowej kredki kierujcie razem ze mną do zebry, bo ja nie mam pojęcia, dlaczego taką własnie dostałam.


 Ten zastęp szminek to reprezentacja kolejnego produktu od NYC, a mianowicie nawilżającej pomadki. Tutaj mamy kolory (od lewej): 433 peach Fizz, 431 Hot Spot Pink, 404 Air Kiss i 416 Berry Rich. Koszt każdej to 2,95 zł, ale już wiem, że przynajmniej dwie z nich przygarnie moja Mama. 

 I główne cudeńka, dla których wszystko było zaplanowane. Trzy śliczne sztuki Apicalips od Rimmela i jeden samotny Lip Lacquer od Manhattanu. Niestety, samotny, bo drugi z dostepnych na zebrze kolorów to brąz, a ja takich kolorów na ustach nie noszę. Po kolei od góry: 402 Across the universe (niedostępny w Polsce), 303 Apocaliptic, 401 Aurora (także niedostępna)  i manhattanowski 10 C Berry bloom, który już mam na ustach. Według rimmelowskiego opisu to szminki w płynie, ale mi bardziej podoba się nazwa lakier do ust. Miałam już podobnego przyjemniaczka od L'oreal i bardzo go lubiłam. A z drugiej strony to Rimmel sam sobie strzela w stopę nie wprowadzając do oferty w Polsce takich kolorów jak Aurora czy Across the Universe. Czyżbyśmy były uważane za tak ostrożne w makijażu, że nie warto nam sprzedawać mocniejszych kolorów? Lakiery od Rimmela to 8,54 za sztukę, a Manhattan to już 4,94 zł. I Rimmel i Manhattan to dzieci tej samej marki, czyli Coty. Pojemności są takie same, opakowania także, podejrzewam, że właściwości również, ale na dłuższe testy jeszcze mam czas. Gdyby był dostępny jeszcze kolor Eternal rocks to już byłby mój. a tak niestety, nadal będę psioczyć na politykę firm, które nadal traktują Polskę jako biedny Wschód, gdzie nie opłaca się wprowadzać całej gamy swoich kosmetyków. Tak, tak, to się tyczy także Maybelline i ich Color Tattoo. 


I na koniec kilka próbek kolorów.  Od lewej podwójny róż, Berry bloom, 91 Glam brown, 151 Blushing Rose, 56K i 54L. Strażacka czerwień pobija wszystko, nawet moje pieprzyki, resztę produktów być może zaprezentuję na ustach. Ale przy lepszym świetle niż dzisiaj...
Jestem bardzo zadowolona z zakupów, przybyło mi najwięcej szminek i błyszczyków, ale z każdego jednego się cieszę. Dokładnie to cztery mocne i wyraziste lakiery, które już kocham, dwa przyjemne i bezpieczne maty, cztery szminki, jeden balsam i jeden mazak do ust. Mazak w tym zestawieniu nawet nie brzmi tak dziwnie, biorąc pod uwagę, że cały tuzin to wcale nie takie nudne i zwykłe ustne mazidła. 

Komentarze

  1. Zazdroszczę zakupów, dużo ładnych pomadek:) Opłacały się te zakupy, bo ceny faktycznie baaaardzo niskie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był taki zakup na dłuuugi czas, bo zanim je wszystkie zużyję to pewnie minie parę tygodni :)

      Usuń
  2. pomadkę z nyc tę jabłuszkową ostatnio recenzowałam:P

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja kupiłam ostatnio olej kokosowy BioPlanete i kokos zdecydowanie jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym jednak zapachu nie ma, nawet smaku. Mój chłopak określił, że to taki smalec, bo skoro kokosa nie ma... :)

      Usuń
  4. Darmowa wysyłka zawsze działa;) ten olej ktc uwielbiam! Bardzo mi pasuje to, że nie pachnie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie działa :) teoretycznie to pięknie nabrałam się na promocję, ale na swoje usprawiedliwienie mam fakt, że i tak miałam coś stamtąd zamówić. A tak to zawsze zachęca mocniej :)
      Dzisiaj chyba pobuszuję po przepisach i recepturach na ten olej, bo na samo olejowanie włosów to go nie zdążę wysmarować, zanim się zepsuje. Może masz jakieś porady? :)

      Usuń
    2. Ja jeszcze na włosy nigdy nie używałam;) najczęściej stosowałam tak jak się stosuje balsamy pod prysznic czyli smaruję olejem a potem lekko opłukuję;) albo bezpośrednio na skórę, jako krem do rąk też się sprawdzał. Niektórzy stosują nawet na twarz, ale przy mojej mieszanej cerze to mogłoby być zbyt wiele;) Znajoma siostry stosuje nawet na rzęsy;) Podobno też dobre są na nim naleśniki :D

      Usuń
    3. A co do zakupów to dzisiaj kupiłam 3 produkty dermedic bo w SP było -50% - w przeciwnym razie raczej nie kupiłabym już teraz:]

      Usuń
    4. O, pomysł oleju pod prysznicem bardzo mi się podoba. Jak tylko się nie poślizgnę to wypróbuję:) tez mam mieszaną cerę i jakoś olejki na twarz średnio mi podeszły.
      A do SP mam nie po drodze i to w pewnym wypadku zaleta :D

      Usuń
    5. Ja się nie pośliznęłam;) do SP też nie mam szczególnie po drodze. Galeria w ogóle nie jest po drodze, ale cóż;)

      Usuń
    6. SP póki co jest jeden w moim mieście, a Rossmanna i Naturę mam 2 minuty od swojej uczelni, Prosty rachunek :)

      Usuń
  5. Olej kokosowy też właśnie kupiłam - słyszałam o nim tyle dobrego, że musiałam go i sama wypróbować

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, wszędzie o nim tak głośno, że człowiek w końcu sam zapragnie spróbować :)

      Usuń
  6. Kupiłam Manhattan dokładnie w tych samych kolorach niedawno i zdecydowanie ciemniejsza wygląda na ustach dużo lepiej :)
    pozdrawiam

    czeshca.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, ciemniejsza już zdobyła moje serce. Ale tej jaśniejszej też nie można odmówić uroku, chociaż jest bardziej w stylu Barbie :)

      Usuń
  7. Też od czasu do czasu robię tam zakupy :) Mają super ceny :) Ten olej jest dość fatalny , nawet do kuchni do smażenia bo bardzo szybko się spala, nie jest wart zakupu, Smaku i zapachu nie posiada bo jest rafinowany. Polecam olej nierafinowany , ma wspaniały kokosowy zapach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, trudno. Ale rafinowany też zużyję :)

      Usuń
  8. Apocalipsy mam od dawna na liście, muszę w końcu je kupić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja koleżanka własnie niedawno kupiła Apocalips, ale w kolorze Out of this world. Na co wymarzyłam sobie bardziej wyrazisty kolor i w końcu wylądowałam z czterema:D Wyjśc do sklepu po cukier i wrócić z motorem :)

      Usuń
  9. Od dawna zastanawiam się nad tym olejem kokosowym, chyba go wreszcie kupię :) Fajny ten róż Manhattanu, zdecydowanie moje kolory. Soft Mat mam ten różowy/koralowy i kolor super, ale wysusza potwornie usta :( Apocalips kupiłam w brązie ostatnio i nie jestem zadowolona :( Podkreśla suche skórki :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brązów na ustach nie lubię u siebie, nie pasują mi i jakoś tak trupio wyglądają. Ale fakt, trzeba dobrze usta wypielęgnować, bo wszystko widać. Ale mi los umila życie, bo właśnie męczę się z opryszczką, więc wszystkie szminki i błyszczyki muszę odstawić na kilka dni :(

      Usuń
    2. Oj biedna Ty, ja mam opryszczkę bardzo rzadko (odpukuje w niemalowane:P), ale mam wielki problem z pierzchnięciem ust :(

      Usuń
    3. U mnie to niestety rodzinne, więc już od rana prezentuję najnowszą kolekcję maści na tą przypadłość. Na pierzchnięcie staram się aplikować balsamy jak najczęściej, ale teraz i tak skończę z wysuszonymi wargami. Ech, być kobietą :)

      Usuń
    4. Ja robię i peelingi i balsamy nakładam i wciąż ten problem się pojawia, kiedyś tak nie było.. Sadzę, że piję za mało płynów :(

      Usuń
    5. Peelingi robię stanowczo zbyt rzadko, ale z płynami jakoś walczę. Zwłaszcza teraz, kiedy już jest cieplej, nie ruszam się z domu bez butelki wody.

      Usuń
  10. Uwielbiam te matowe pomadki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już też jestem ich fanką :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Nie lubię reklam, ale komentarze i konstruktywną krytykę chętnie przyjmuję :)

Popularne posty z tego bloga

Kosmetyczne pamiątki z Litwy

Blistex Raspberry lemonade blast - recenzja