Podsumowanie odwyku kosmetycznego - 40 dni bez kupowania kosmetyków!

Wiecie co tak naprawdę mnie zaskoczyło podczas odwyku? To, co było do przewidzenia, ale i cieszyło oko. Że nagle moje zapasy bardzo się zmniejszyły. Nagle wszystko zaczęło się kończyć, lakiery gęstnieć, a w szufladzie z kosmetykami, których nie używam codziennie pojawiły się puste miejsca po zużytych butelkach. Jakaś magia, ale nie mogę powiedzieć, że wszystko było takie idealne.

Po pierwsze - w sklepach tyle nowości, a ja nie, ja się twardo trzymam. Ale jak się trzymać, kiedy na blogach pojawiają się coraz to nowe posty wychwalające? Da się, jedynie trzeba nad sobą panować. Wiedziałam, że większość z tych rzeczy, które wpadły mi w oko nie są z edycji limitowanych, czyli spokojnie poczekają sobie na półkach aż będę mogła je przygarnąć.

Drugą sprawą była na pewno zwiększona świadomość jako konsumentki. Czasem zdarzało się, że przy okazji zakupów dobierałam coś jeszcze przy kasie. A to krem do rąk, który później leżał na półce zanim skończyłam poprzedni. Ale z tego wyleczyłam się po nieudanym zakupie kremu z Lirene. Tłusty koszmarek uświadomił mi, że kupowanie na szybko nie jest dobre i do tego na pewno szybko nie wrócę. Ale już gazetki promocyjne? Też macie tak, że w każdej znajdziecie przynajmniej jedną rzecz, która 'na pewno się przyda'? :) Ja podczas odwyku gazetki przeglądałam, owszem. Ale jedynie przeglądałam, bez dzikiego wzroku 'muszę to mieć!'.

I tak naprawdę to najcięższe były pierwsze trzy-cztery dni, kiedy to często myślałam o tym, że nie mogę nic kupić. a potem jakoś po prostu się potoczyło. Nie myślałam, więc nie było ciężko. Wręcz przeciwnie. Byłam zaskoczona, kiedy zorientowałam się, że jesteśmy już za półmetkiem. Banan na ryjku i ta moc płynąca z tego, że to już połowa, a ja dałam radę i mam jak największe szanse na dotrwanie do końca bez żadnego zakupu. Oh yeah!

A, i co jeszcze lepsze. Wreszcie zdecydowałam się skompletować swoją listę zakupową, którą planowałam już od dłuższego czasu. Przejrzenie wielu blogów i sprawdzanie recenzji dało mi niezłą frajdę, ale co do poniektórych pozycji na liście nadal nie jestem pewna.

Jednak muszę przyznać, że skorzystałam z wyznaczonego przez Naomi limitu kryzysowego na minimalne zakupy. Zaopatrzyłam się jedynie w waciki (około 1,50 zł) i kupiłam wreszcie pędzle do makijażu, które już mam ze sobą! Kosztowały mnie około 13 zł, więc wspólny rachunek to 'jedynie' 14,5 zł, z czego nie jestem zadowolona, bo planowo miał wynieść śliczne 0. Ale cóż, możemy uznać te zakupy za niekosmetyczne, a jedynie urodowe.

Odwyk był świetną okazją do sprawdzenia siebie. I wbrew pozorom to nie jest takie strasznie trudne. Dziewczyny, polecam Wam dla samej frajdy wyczekiwania jego końca :)

Komentarze

  1. Pogratulować:D u mnie dopiero początek kwietnia a już zaliczyłam Rossmanna i noc zakupów:|

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję :D Do Rossmanna jeszcze nie zajrzałam nawet, ale chyba wybiorę się po balsam Babydream :)

      Usuń
  2. Ja niestety nie dałabym rady, bo okazje kuszą mnie z kazdej strony i dosłownie zawsze chętnie bym coś przygarnęła :) Ale mam zamiar nałożyć sobie limit miesięczny, ciekawe jak mi pójdzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, to powodzenia życzę, kochana:* To tylko tak strasznie wygląda, ale potem idzie z górki:) Chociaż z limitem pewnie byłoby mi gorzej i kombinowałabym, jak tu go nie przekroczyć

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ale naprawdę nie było tak okropnie :)

      Usuń
  4. też zmieściłam się w limicie 30 zł , musiałam kupić 3 produkty pilnej potrzeby:) jestem zadowolona z akcji:)))) Gratuluje i Tobie :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To gratuluję! Najważniejsze, że Ci się podobało :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Nie lubię reklam, ale komentarze i konstruktywną krytykę chętnie przyjmuję :)

Popularne posty z tego bloga

Kosmetyczne pamiątki z Litwy

Drogeria Ezebra - warto! Trochę dziecinne zakupy na Dzień dziecka :)

Blistex Raspberry lemonade blast - recenzja