Domowy kisiel z siemienia lnianego

Całkiem niedawno brałam udział w akcji picia siemienia lnianego u Anwen. I tak jak samo siemię mi smakuje i je po prostu lubię, tak szukałam tez pomysłów na urozmaicenie zwykłego glutkowatego koktajlu. Przecież nawet najlepsze danie jedzone codziennie się szybko nudzi, a skoro picie siemienia miało trwać co najmniej miesiąc to znudzić się nie miało prawa.


Jakie sposoby znalazłam?

Jednym z tych najprostszych to po prostu zalanie ziarenek gorącą wodą i wypicie takiej lekko śliskiej mieszanki. I taki sposób praktykowałam najczęściej.
Dobrym pomysłem jest też dodawanie ziarenek do sałatek, jogurtów czy deserów (tak, tak, deserów).

Ale głównym punktem dzisiejszego dnia jest tytułowy kisiel. Kisiel jaki jest każdy widzi :) W zależności od nastroju możemy zrobić kisiel z torebki, instant czy też przygotować domowy, z użyciem mąki ziemniaczanej. A także z siemienia lnianego. No bo przyznajcie - glutek lniany jest do niego podobny, prawda? Co prawda nie ma takiego smaku i koloru, ale to da się naprawić. Do tej pory wypróbowałam kilka różnych wariantów takiego kisielu i zacznę od tej wymagającej większego nakładu pracy. Mianowicie przed Wami kisiel owocowy. Ta opcja zakłada, że do jego stworzenia użyjemy całych owoców, a co za tym idzie spędzimy więcej czasu nad ich myciem, obieraniem i rozdrabnianiem. Dzisiaj pokazuję moją ulubioną wersję pomarańczową. 

Jedynie ilości podaję orientacyjne, bo zawsze robię to na oko. Ale podstawą jest zagotowanie około szklanki wody i, w zależności od upodobań, 2-3 łyżek siemienia lnianego.

 W międzyczasie trzeba sparzyć pomarańcze, obrać je ze skórki i pokroić na mniejsze kawałki. Idealnym jest pozbawienie miąższu albedo, czyli tej białej błonki, dzięki czemu gotowy kisiel wygląda ładniej. Jednak ja nigdy nie mam na tyle cierpliwości, a i smak jest jednakowy, więc jedynie kroję owoc najdrobniej, jak się da. 

Zawartość garnuszka gotujemy aż woda zacznie gęstnieć, tworzyć się glutek i wtedy wrzucamy do niego pokrojone pomarańcze. Im dłużej będziemy całość gotować, tym bardziej gorzki posmak będziemy czuć. 

Mnie taka wersja słodko-gorzka smakuje, więc gotuję kisiel przez około 5 minut lub dłużej, mieszając i czasem bardziej rozgniatając owoce. Gotowy kisiel różni się od wersji z torebki, ale na pewno jest smaczniejsza od samego glutka lnianego. Próbowałam też wersji z kiwi, ale nie przypadła mi do gustu.
A teraz ta łatwiejsza wersja. Tak samo gotujemy glutek, ale do niego nie dorzucamy owoców tylko wlewamy sok owocowy. Mój to domowy sok, ale równie dobrze można użyć syropu. Tutaj gotowanie trwa już tylko chwilkę, wystarczy wymieszać i już :)
Dla mnie taki kisiel lniany jest ulubioną formą jedzenia siemienia lnianego. Dodatkowo przekonałam do tego nawet mojego chłopaka, który początkowo nie był zbyt chętny, ale kisiel mu posmakował.

Próbowałyście kiedyś gotować coś z siemieniem lnianym? Czy też uważacie picie ziarenek za coś niepotrzebnego? Ja zostałam nazwana fanką siemienia, bo stosuję go do wszystkiego :) 

















Komentarze

  1. Mi mama z Polski wysłała duże opakowanie, ale doszło wczoraj i jeszcze nie miałam okazji go używać, ale aż się boję :D Nigdy w życiu go nie jadłam i mam nadzieję, że nie będzie aż tak źle :) Jak będzie fatalnie to spróbuję Twojej wersji haha :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj, a nie pożałujesz :) Szczególnie polecam jako dodatek do kąpieli, naprawdę działa rewelacyjnie i nawilża na długo. Chociaż lepiej je odcedzić, a same ziarenka nałożyć jako maseczkę, bo pluskanie w ziarenkach jest średnio przyjemne :)

      Usuń
  2. pierwsze słyszę :D ciekawe jak smakuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie tak jak kisiel z torebki, jest całkowicie inny. Bardziej śliski i taki lniany, ale ostateczny smak zależy od tego, co do niego dodasz. Warto spróbować :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Nie lubię reklam, ale komentarze i konstruktywną krytykę chętnie przyjmuję :)

Popularne posty z tego bloga

Kosmetyczne pamiątki z Litwy

Drogeria Ezebra - warto! Trochę dziecinne zakupy na Dzień dziecka :)

Blistex Raspberry lemonade blast - recenzja