Mój pierwszy ShinyBox, czyli wygrana w rozdaniu u Mallene

Tydzień temu przeczytałam na blogu Mallene, że wygrałam archiwalne pudełko ShinyBox, a już dzisiaj rozrywałam taśmę pilnie strzegącą jego zawartości. Niestety musiałam czekać aż do dzisiaj, mimo że paczuszka przybyła do mnie wczoraj. Mój walentynkowy wypad właśnie dobiegł końca i wracam do rzeczywistości, blogów i pisania pracy licencjackiej. A teraz wróćmy do Shiny^^

Opakowanie pudełka było mistrzowskie, bo dobrych kilka minut rozcinałam taśmę i papier, by w końcu dostać się do kartonowego pudełeczka z wizerunkiem zakręconego serduszka, które wszystkie subskrybentki Shiny już doskonale znają. A w nim wreszcie odkryłam już to główne pudełeczko. 

Które nieśmiało ujawniło mi swoją zawartość. Zawartość letnią, ale mimo wytężania umysłu nie mogłam sobie przypomnieć, co było w tej wersji. 

Więc musiałam je otworzyć już całkowicie. I mówcie co chcecie, ale ta naklejka mi się naprawdę podoba! 
Pomimo że jest różowa, ja do różu mam lekką awersję, a kwiatki bardziej przypominają meduzy. 

Więc co mamy w środku? Trafiło mi się pudełko, kolokwialnie mówiąc, wypasione, bo w jego skład wchodzi osiem produktów, z czego cztery to wersje pełnowymiarowe, a dwa z nich to specjalny prezent. Dostałam prezent do nagrody? :D Ale po kolei, pozwólcie mi się nacieszyć:

Całe stadko moich nowych zabaweczek.

Pierwszy duet to bliźniaki od L'Occitane, czyli żel pod prysznic i mleczko do ciała o zapachu werbeny. Pamiętam, że nie każdemu ich zapach przypadł do gustu, ale mi się podoba zwłaszcza woń żelu. Mleczko jest jakieś nieokreślone, o wiele słabsze. Oba o pojemności 75ml i ze świetnymi zamknięciami. buteleczki mają w dodatku tłoczone listki po bokach i naklejkę z nazwami w kilku językach, składem i informacją, że mam czas 12 miesięcy na nacieszenie się ich środkiem. Czyż nie są urocze?

Kolejny pan to mój faworyt z tego pudełka. Taki pan, nad którym zastanawiałam się dosyć długo, ale w końcu zrezygnowałam z myślą 'to tylko woda'. Teraz mam okazję zmienić swoje zdanie i być może zyskać kolejnego ulubieńca w kosmetyczce, na co są duże szanse. Woda termalna Uriage przy pierwszym użyciu mnie przestraszyła, bo nie nawykłam do psikania sobie 'dezodorantem' prosto w nos. Ale efekt przyjemny, zobaczymy, jak to będzie dalej i na ile dni uciechy pozwoli mi 50 ml, które radośnie bulta sobie w zgrabnej metalowej puszeczce. 

I kolejne dziecko od Uriage, mianowicie krem do mycia Creme Lavante. Tubka 15 ml nie jest opatrzona żadną naklejką, poza nadrukowanym na niej składem i napisami po francusku. Z racji, iż tego języka nie znam posiłkuję się dołączoną do Shiny ulotką, która rzecze iż krem nie zawiera mydła. Mała tubeczka zapewne przyda się na wyjazdy, bo mój dotychczasowy wyjazdowy preparat do demakijażu spod marki Alterra wreszcie dobił dna. 

Idźmy dalej, bo przecież to dopiero połowa, a tutaj już mamy duet Grashki. Firmy, która kojarzyła mi się do tej pory jedynie z tuszem do rzęs, ale zamiast niego mam okazję spróbować jej cienia do powiek i bazy pod cienie i do ust. Cień do powiek to perła, ciemnobrązowa, lekko miedziana i dość dobrze napigmentowana. Kolor średni, bo jako brunetka używam takich brązów niezmiernie rzadko, ale zapewne kiedyś spróbuję. 

Ale już drugi produkt Grashki rozświetlił mi oczka od razu. Bazę to ja bardzo chętnie, w ślicznym opakowaniu jak cień do powiek, ale o pojemności 1,2g, podczas gdy cień to już 2g. Baza nie ma drobinek i jest nadal nietknięta, za co podziwiam samą siebie, bo najchętniej już bym zmyła makijaż i malowała się na nowo z użyciem nowości.

Dwa dodatkowe prezenty to produkty marki Wibo, czyli łatwo dostępnej i niedrogiej, ale też lubianej. 
Lakier do paznokci z serii Extreme nails w kolorze koralowym i skrzący się złotymi perłowymi drobinkami. Po cichy szacuję, ilu warstw będzie potrzebował, by nie prześwitywał. 
Za to cienie! Zaskoczę Was na pewno, gdy powiem, że kolory mi absolutnie pasują i jestem z nich bardzo zadowolona. Nie boję się takiego ryzyka w makijażu i zarówno fioletu jak i błękitu używam bez specjalnych okazji. Mogę jedynie ponarzekać na pigmentację, która nie powala, no ale zapewne dlatego w boxie znalazła się też baza pod cienie.

Wiem, że wiele z Was swoje pudełko już miało, a części na pewno nie podeszłyby cienie czy zapach werbeny, ale ja jestem kupiona i zastanawiam się nad zamówieniem jeszcze któregoś archiwalnego pudełka Shiny. Dziękuję Mallene za szybką przesyłkę, to był cudowny początek weekendu :) 

Komentarze

  1. No nie lubisz rożowego?! Weź! :D Ja uwielbiam! :D :) Haha!
    L'Occitane ?! Wow! Zazdroszczę, strasznie mi sie marzy cos fajnego od tej firmy, ale szkoda mi kasy, bo kosmetyki mają dość drogie.
    Wody termalnej także zazdroszczę, muszę sobie sprezentować jakąś na lato :)
    Świetne te Twoje pudełeczko i te cienie mi także się bardzo podobają, lubię takie kolory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Róż uwielbiam na paznokciach, mam kilkanaście różnych odcieni lakierów:D Ale żeby się ubrać w róż? o niee:D

      Usuń
  2. nie miałam nigdy żadnego pudełka, ale za wodę Uriage bym się nie pogniewała, słyszałam niesamowicie dużo pochwał na jej temat, pewnie niedługo kupię i wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Nie lubię reklam, ale komentarze i konstruktywną krytykę chętnie przyjmuję :)

Popularne posty z tego bloga

Kosmetyczne pamiątki z Litwy

Drogeria Ezebra - warto! Trochę dziecinne zakupy na Dzień dziecka :)

Blistex Raspberry lemonade blast - recenzja